Podniosła się z podłogi zostawiając Tobiasa i nieustannie patrząc
Damenowi w oczy. Uśmiechnęła się szeroko.
- DOŚĆ! – krzyknęła, a jej głos brzmiał jakby pochodził z
innego świata.
Nad horyzontem na ułamek sekundy pojawiła się purpurowa
łuna.
Przerwała iluzję.
- Wybaczam ci. – powtórzyła.
Damen patrzył na nią przerażony. Upadł na kolana, robił się
co raz bledszy.
- Sama siebie poddałaś iluzji? – wychrypiał. – Nigdy bym na
to nie wpadł. To niebezpieczne.
- Wiem. Trzeba ogromnej mocy, żeby wyjść z takiej iluzji. I
ogromnej siły woli. – powiedziała
spokojnie – Musisz podzielić świadomość na dwie części tak, żeby ta będąca w
iluzji cię nie zdominowała i żebyś był w stanie z niej wyjść. To trudne,
przyznaję, ale czas spędzony z Markiem pozwolił mi to kilkukrotnie
przetrenować. Wpadałam w iluzję kiedy tylko zaczynaliśmy się całować. Wygląda
na to, że świat bronił mnie przed uczuciem, które nie do końca było moje. Dawał
mi znaki, że coś jest nie tak. Tym niemniej, to dzięki temu nauczyłam się
wywoływać samą siebie z nierealnego świata. – skinęła głową i powiedziała jakby
do siebie – Mark… Tylko dzięki niemu dzisiaj mi się udało.
Damen robił się co raz bardziej przezroczysty. Kiedy prawie
zniknął odezwała się jeszcze do niego.
- Dziękuję ci. – powiedziała – Wiem, że byłeś pod wpływem
ciemnych mocy, ale mimo tego, udało ci się wyswobodzić i doskonale mi opisałeś
co muszę zrobić. Moim darem jest miłość, a raczej miłosierdzie. Potrafię
wybaczyć każdemu. Nawet największą krzywdę. Miłość i wybaczenie są silniejsze
od każdej ciemności. Dlatego teraz ciemne moce cię opuszczą. Opuści cię życie i
po raz ostatni przejdziesz na drugą stronę, żeby już nie wrócić. Bądź tam
szczęśliwy, zaznaj spokoju…
Kiedy to powiedziała Damen zniknął, a do salonu wpadły
pierwsze promienie słońca jakie kiedykolwiek widziała w tym ponurym zamczysku.
Wiedziała, że siły nieczyste opuściły zamek raz na zawsze.
Podeszła do Tobiasa. Otworzył oczy. Znów były granatowe.
Rzuciła mu się na szyję całując lekko w policzek. Przylgnęła do niego całym
ciałem jakby nie widziała go przez tysiąc lat. Czuł jak szybko bije jej serce.
Trzęsła się ze strachu. Objął ją mocno.
Po czym odsunął od siebie na tyle, żeby spojrzeć jej w oczy.
- Co przegapiłem? – zapytał wesoło ze swoim tradycyjnym
półuśmiechem.
Rozpłakała się, opowiadając o tym jak pokonała Damena. Wiedziała,
że żeby go pokonać musi mu wybaczyć, ale
do tej pory nie miała czego. To, że ją zamknął w więzieniu w zamku wywołało
zbyt słabe emocje. Musiała mu wybaczyć niewyobrażalną krzywdę.
- Stworzyłam najokropniejszą iluzję, jaką kiedykolwiek
ktokolwiek zrobił. – powiedziała szlochając. – W iluzji Damen zabił ciebie,
żeby zyskać materialne ciało. Po chwili umarł Mark, bo nie zdążyliśmy do niego
z pomocą… Potem wszystko mu wybaczyłam. Wybaczyłam Damenowi, że was zabił. To
wystarczyło.
Zanurzyła twarz w jego szyi szlochając głośno.
- Myślałam, że pęknie mi serce kiedy umarliście… -
wyszeptała przez łzy.
Przytulił ją mocno.
- Przykro mi, że musiałaś przez to przechodzić. – powiedział
po czym uśmiechnął się delikatnie – Czy ja dobrze widziałem, że masz purpurową
łunę podczas tworzenia żywych iluzji?
- Tak. – odparła – Czemu pytasz?
- Bo moja ma taki sam kolor. – odparł – To niespotykane. Za
zwyczaj każde Zwierciadło ma własny kolor łuny w przypadku iluzjonistów, czy
też rozbłysku światła w przypadku władców czasu.
- Naprawdę? – zapytała.
- Tak. – uśmiechnął się. – To, że łuny pojawiają się tylko
przy żywych iluzjach, pewnie już zauważyłaś. Nie ma ich kiedy robisz zasłonę.
To martwa iluzja. Nie potrzebuje sygnału.
- Tak, to już wiem. – złapała go za rękę i zaczęła się bawić
jego palcami – Co to może oznaczać, że mamy taki sam kolor łuny? – zapytała.
Przesunął czapkę na tył głowy, żeby jej się przyjrzeć i
uśmiechnął się uwodzicielsko.
- A jak myślisz? –
mruknął jej do ucha – Nawet nasze łuny są identyczne. – potarł palcem
wskazującym brodę jakby się nad czymś zastanawiał – Czy to może oznaczać, że do
siebie pasujemy?
Roześmiała się. Wstał i wyciągnął do niej rękę.
- Cieszę się, że poprawiłem ci humor, a teraz chodź, mamy
sprawę do załatwienia. – powiedział wesoło i ruszył w stronę celi w której Eve
spędziła tyle czasu. – Musimy ocalić twojego byłego, żebyś miała możliwość
wybrania mnie.
- Tobias, nie musisz tego robić… - powiedziała – Wiem, że
wolałbyś, żeby go nie było.
Stanął i powoli odwrócił się do niej. Miał napiętą twarz.
Był na nią zły?
- Aż tak źle o mnie myślisz? – zapytał cicho – Myślisz, że
życzę mu śmierci?
Przyglądał jej się badawczo przez chwilę po czym odwrócił
się i zszedł po schodach do celi. Eve pobiegła za nim, wyprzedziła go i spojrzała
na niego. Zaciśnięta szczęka mówiła jej, że jest zły. Podszedł krok do niej i
złapał ją za biodra.
- Eve, pragnę cię z całego serca, ale nie chcę, żebyś
wybrała mnie dlatego, że jego zabraknie. Chcę, żebyś kochała mnie tak jak ja
ciebie. – powiedział – Tak, jak kocha się tylko raz w życiu.
Spojrzał na nią i delikatnie pocałował ją w policzek.
- Nigdy nie życzyłem
nikomu śmierci. Nawet Krisowi. – westchnął – Nie myśl o mnie w ten sposób.
- Przepraszam. – mruknęła – Powinnam już to o tobie wiedzieć.
Uśmiechnął się.
- To co? Szukamy tego tajemniczego składnika? – zapytał.
- Jasne! – odparła – Dlaczego przyszedłeś akurat tutaj?
Wiesz, że tu mnie przetrzymywał?
Skinął głową.
- Domyśliłem się, to jedyne takie miejsce w tym zamku. –
powiedział – Podejrzewam, że Damen chciał nas oszukać, sprawić, żebyśmy szukali
tajemnych przejść w zamku i iluzji do przejrzenia. Na pewno kilka z nich tu
kazał postawić na wszelki wypadek, żebyśmy się mieli czym zająć.
To co mówił Tobias oznaczało, że praktycznie wszystko, co
leżało w zamku mogło być tajemniczym składnikiem. Nie sposób było przenieść
całego wnętrza zamku. Nawet jeśli mieli się ograniczyć tylko do celi, to i tak
było tu kilka rzeczy, które mogły być tajemniczym składnikiem.
- To jak będziemy szukać? Czego? – zapytała załamana.
- Czegoś co z pozoru jest kompletnie bezwartościowe. –
odparł.
Eve rozejrzała się. W rogu leżał połamany stołek, na
podłodze leżało jej posłanie, kilka pustych naczyń i taca. Był tez cienki,
dziurawy koc i pojedyncza pochodnia, która od dawna się nie świeciła. Wszystko
to było bezwartościowe.
Tobias trzymał jedyne źródło światła w postaci pochodni,
którą zabrał z uchwytu w korytarzu. Tylko dzięki niej widzieli cokolwiek.
- Tobias, tu nic nie ma… – załamała się Eve.
- To tylko pozory. – powiedział – Przyjrzyj się. To raczej
będzie mały przedmiot. Ja będę ci oświetlał poszczególne miejsca.
Uklękła. Doszła do wniosku, że na czworakach szybciej
znajdzie to, czego szuka. Tobias twierdził, że musiało to być coś , co nie
przedstawiało żadnej wartości. Ona uważała, ze musiało być w jej zasięgu cały
czas, kiedy tu była. Doczłapała do kąta ale natychmiast się cofnęła. Leżał tam
zdechły szczur. Odrzuciło ją. Ledwo udało jej się powstrzymać odruch wymiotny.
Przesuwała dłonie tuż nad podłogą. Nagle trąciła ręką coś małego i zimnego, co
poturlało się po podłodze celi.
- Tobias! – krzyknęła – chodź tu!
Pochodnia oświetliła kawałek podłogi. Prawie na samej
granicy cienia zobaczyła nieduży kamień. Przymrużyła oczy. Wydawało jej się, że
skądś go zna. Sięgnęła pamięcią wstecz. Przypomniały jej się wspomnienia
Kristen. Takim samym kamieniem rozbiła lustro w złotej ramie. Wzięła go do
ręki. To nie był taki sam kamień. To był ten sam kamień. Dokładnie ten, który
zniszczył marzenia Damena i skazał go na pasożytowanie na ciele Marcusa.
Zacisnęła go w dłoni i wyprostowała się.
- Mam! – powiedziała do Tobiasa uśmiechając się szeroko.
- Jesteś pewna, że to to? – zapytał.
- W stu procentach. – odparła – Wracamy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podobało ci się? A może nie? Powiedz mi o tym!